Najpierw ustalmy fakty
Andrzej Gwiazda, Rzeczpospolita, 2.10.2008
“Rzeczpospolita” 19
września zamieściła wywiad z marszałkiem Senatu Bogdanem Borusewiczem, w
którym apeluje on “do kolegów z opozycji o zakończenie opętańczych swarów”. Borusewicz
twierdzi również, że “dawna opozycja powinna się spotykać, żeby coś uczcić i
wspólnie coś powiedzieć młodzieży”.
Zgadzam się, że opozycja powinna ze sobą
rozmawiać. Przede wszystkim powinna wyjaśnić sobie i opinii publicznej pewne
zaszłości. Chodzi o te działania w stosunku do osób lub ugrupowań opozycyjnych,
które bez wyjaśnienia ich przyczyn uniemożliwiają szczere rozmowy. Najpierw
trzeba ustalić fakty, aby wspólnie coś powiedzieć młodzieży.
Wyjaśniona nieobecność
W roku 2004 IPN, organizując konferencję
naukową na temat Wolnych Związków Zawodowych, stworzył doskonałą okazję do
takich wyjaśnień. Na neutralnym gruncie IPN, za wspólnym stołem spotkali się
Bogdan Borusewicz, Joanna Duda-Gwiazda, Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz,
Lech Wałęsa, Krzysztof Wyszkowski i inni.
Poprosiłem wtedy Borusewicza o wyjaśnienie
pewnych jego postępków, które najdelikatniej można nazwać kontrowersyjnymi.
Oczekiwałem rzeczowych odpowiedzi, które wyjaśnią i jakoś wytłumaczą jego
zachowanie. Borusewicz nie odpowiedział. Ułatwił mu to prowadzący obrady prof.
Andrzej Friszke.
Materiały z tej konferencji do dzisiaj nie
zostały przez IPN opublikowane, ponieważ sprzeciwił się Bogdan Borusewicz.
Zaznaczam, że “kontrowersyjne postępki” Borusewicza nie dotyczyły jego
podejrzeń, że jestem agentem. Takie podejrzenia były normalne. Ja też
Borusewicza podejrzewałem.
W swym wywiadzie Borusewicz stwierdza:
“Cztery lata temu uczestniczyłem w takim szerokim spotkaniu zorganizowanym
przez IPN i przysiągłem sobie, że więcej nie będę brał udziału w takich
imprezach”. To wyjaśnia jego nieobecność na spotkaniu WZZ zorganizowanym przez
Annę Walentynowicz w Warszawie 7 września.
To nie IPN ujawnił
Na pytanie: “Czy konieczna jest zmiana
ustawy lustracyjnej?”, Borusewicz odpowiada: “Jestem zwolennikiem udostępniania
materiałów SB, ale bez tzw. danych wrażliwych, czyli informacji o życiu
prywatnym (…) Esbecy napisali o mojej żonie Alinie Pieńkowskiej, że się źle
prowadziła, bo w czasach naszego narzeczeństwa agent widział, jak ode mnie
wychodziła i miała piżamę w koszyku. Pamięć Aliny się obroni, ale czy wybronią
się inne kobiety? (…) A co zrobić z archiwum z akcji Hiacynt, czyli zbierania
informacji o środowisku homoseksualnym (…) Może mamy je ujawnić?”
Borusewicz, uchylając się od odpowiedzi na
pytanie, dezinformuje opinię publiczną. Od dawna we wszystkich, również
publicznie prowadzonych dyskusjach panuje zgoda dotycząca ochrony informacji
ściśle osobistych, a intymnych w szczególności. To stanowisko zostało zapisane
w obowiązującej ustawie. Marszałek Senatu musi o tym wiedzieć. W projektach
zmian ustawy o IPN ani PO, ani SLD nigdy nie postulowały ujawniania takich
danych i nie postulują obecnie. Postulaty tych partii dotyczą raczej takich
zmian ustawy, które pozwoliłyby usunąć kierownictwo IPN ustanowione przez Sejm
i Senat w czasie, gdy PiS miał większość głosów, i obsadzić stanowiska w IPN
ludźmi PO.
Odpowiedź Borusewicza zawiera element
zastraszenia: “czy wybronią się inne kobiety?” Przypomnę fakty. To nie IPN
ujawnił publicznie, że według źródeł SB “Alina Pieńkowska się źle prowadziła”.
Do publicznej wiadomości podał to sam Borusewicz na spotkaniu z autorem donosu
- Mieczysławem Cholewą - w obecności dziennikarzy i pod okiem kamer.
W tej historii ciekawy jest inny aspekt.
Donos pochodzi z okresu stanu wojennego, kiedy Borusewicz ukrywał się, pełniąc
funkcję szefa podziemnej Regionalnej Komisji Koordynacyjnej NSZZ “Solidarność”.
Borusewicz mówi: “agent widział, jak ode mnie wychodziła i miała piżamę w
koszyku”. Myślę, że nawet dziecko w przedszkolu nie uwierzy, że agent doniósł o
piżamce, a pozwolono mu zataić adres ukrywającego się szefa RKK.
Odarty z blasku
Na pytanie o książkę “SB a Lech Wałęsa”
Bogdan Borusewicz odpowiada, że jej nie czytał, co mu wcale nie przeszkadza,
podobnie jak Bogdanowi Lisowi, wypowiadać negatywne opinie. Tyle tylko, że Lis
był członkiem Lewicy i Demokratów i jest ślusarzem. Borusewicz ukończył
historię, więc nie można mu wybaczyć, że nie potrafi odróżnić historycznego
dokumentu od wymyślonych teorii. Nie może być też tłumaczeniem, że nigdy nie
pracował jako historyk, zawsze był politykiem, gdyż sam Borusewicz przyznaje,
że “polityk powinien mówić prawdę”.
Rozumiem rozżalenie Borusewicza publikacją
książki “SB a Lech Wałęsa”. Jakkolwiek twierdzenie o jednoosobowym wywołaniu
strajku w 1980 roku jest naiwną bajką, to zainstalowanie Wałęsy jako przywódcy
strajku jest zasługą wyłącznie Borusewicza. Sławomir Cenckiewicz tę wielką
zasługę odarł z blasku, co usprawiedliwia, że osobiste emocje pana marszałka
wzięły górę nad rozwagą.
Pisząc o wywiadzie w “Rzeczpospolitej”,
nie sposób pominąć otwarcia wystawy o WZZ Wybrzeża 8 września. Borusewicz pyta:
“Dlaczego (dyr. gdańskiego IPN) nie powiedział mi, że po mnie jest następne
spotkanie z małżeństwem Gwiazdów?”. To raczej my moglibyśmy protestować
przeciwko “wmontowaniu” (tak nazywa to Borusewicz) Gwiazdów w występowanie po
Borusewiczu!
Ale mówmy poważnie. Marszałek Senatu
publicznie oburza się, że na otwarcie wystawy o WZZ zostali zaproszeni jedyni
żyjący założyciele WZZ: Krzysztof Wyszkowski i Andrzej Gwiazda oraz redaktor
naczelny ?Robotnika Wybrzeża? Joanna Duda-Gwiazda. Przypomina mi to wściekłość
jakiegoś idioty z pisma “Szczerbiec” z powodu udziału Michnika, Wujca i
Macierewicza w uroczystościach rocznicowych KOR.
Mam nadzieję, że zmieniona ustawa o IPN
będzie zawierała listę osób, które mogą być zapraszane na historyczne
uroczystości.
“Korniki” na koszulkach
Dalej w wywiadzie z Bogdanem Borusewiczem
czytamy: “A spotkanie z Gwiazdami nie dotyczyło wcale WZZ (…) Ono dotyczyło
przede wszystkim mojej osoby. Mówiono o mnie że śpiewałem Międzynarodówkę (…),
że KOR wykorzystywał robotników (…), że WZZ powstał przeciwko KOR”. Nie wiem,
skąd i jaką drogą takie rewelacje dotarły do wiadomości marszałka Senatu. Boże,
miej w opiece III Rzeczpospolitą! A teraz - jak było naprawdę. Wiedzieliśmy, że
w Galerii w Orłowie będzie IPN-owska wystawa o WZZ. Nawet daliśmy na tę wystawę
kolaż autorstwa mojej siostry Anny Gwiazdy. Kolaż powstał z ostatniej już
koszulki z meczu piłki nożnej rozegranego między WZZ Wybrzeża a RMP (mecz
wygrało RMP). Na koszulkach naszej drużyny był napis: WZZW, a poniżej
mniejszymi literami: “korniki”, dla zaakcentowania naszych związków z KOR.
Na otwarciu wystawy mieli być koledzy z
WZZ mniej znani opinii publicznej. 8 września przy nieco spóźnionym śniadaniu
odebraliśmy telefon: o godzinie 12.20 jest otwarcie wystawy, a nikt z
umówionych WZZ-owców nie dojechał z Warszawy. Ratujcie, bo na otwarciu wystawy
nie będzie nikogo z WZZ!
Odstawiliśmy niedopitą herbatę i
zdążyliśmy na czas. Nieco później dojechał Krzysztof Wyszkowski. Mówiliśmy o
WZZ jako o rozwinięciu zamkniętej struktury KOR w organizację masową. O
trudnych warunkach pracy, gdy jawny komitet założycielski WZZ musiał całą swą
robotę, czyli spotkania z uczestnikami oraz druk, robić w konspiracji. Czy przy
omawianiu współpracy z KOR wymieniliśmy nazwisko Borusewicza, nie pamiętam.
Trudno sobie wyobrazić, co pomyślało
kilkudziesięciu młodych ludzi, gdy przeczytali opinie marszałka Senatu tak
różniące się od przebiegu spotkania, w którym uczestniczyli.
Dalsze odkrycia są możliwe
I ostatnia kwestia. Na pytanie: “Pana
zdaniem był to przemyślany plan uderzenia w pana?” pan marszałek odpowiada:
“Owszem”.
Zastanówmy się więc nad “przemyślanym
planem”. 9 września IPN planował w Gdańsku panel dyskusyjny z udziałem mniej
znanych działaczy WZZ, z drugiego szeregu. Andrzej Kołodziej, który daje do
zrozumienia, że jest człowiekiem Borusewicza, 1 września przekonywał nas, że
Sławomir Cenckiewicz 9 września już nie będzie pracował w IPN. “Już jest
załatwiony” - usłyszeliśmy.
To poważna poszlaka, że był przemyślany
plan - ale plan uderzenia w IPN, a raczej uderzenia w odkrywanie naszej
historii. Bowiem książka Cenckiewicza i Gontarczyka wymusza szukanie odpowiedzi
na kolejne pytania: O prawdziwą historię transformacji i opozycji. O prawdziwy
udział służb w tym procesie, a także o prawdziwy udział polityków wolnego
świata.
Jeżeli mimo tak dokładnej czystki na temat
Wałęsy zachowało się tak dużo dokumentów, to dalsze odkrycia są możliwe. Po to
właśnie konieczna jest zmiana ustawy o IPN, by obalanie kolejnych mitów
powstrzymać.
W wywiadzie dziennikarze pytali: “Dlaczego
właśnie teraz, prawie 20 lat po transformacji ustrojowej, dochodzi do takiej
emocjonalnej wojny między działaczami opozycji?”. Tytuł wywiadu: “IPN nie
powinien podsycać złych emocji” jest odpowiedzią Borusewicza. Wszystkiemu winni
są historycy z IPN.
“Opętańczych swarów” nie było dopóki
najnowszej historii Polski nauczali Borusewicz, Michnik, Wałęsa i inni słuszni
opozycjoniści. Zmiana ustawy o IPN dobrych czasów rządu Mazowieckiego już nie
przywróci.
Autor pod koniec lat 70. był
współtwórcą Wolnych Związków Zawodowych, współpracował z Komitetem Obrony
Robotników, był jednym z liderów strajku w stoczni w 1980 roku, a następnie
wiceprzewodniczącym NSZZ “Solidarność”. Po 1989 roku znalazł się na marginesie
życia publicznego. W 2007 roku z rekomendacji PiS został członkiem Kolegium
IPN.