2008-09-16 11:21
Oświadczenie Sławomira
Cenckiewicza po jego rezygnacji z pracy w Instytucie Pamięci Narodowej
W związku z
nieuzasadnionymi i brutalnymi atakami niektórych polityków ekipy rządzącej i
mediów na Instytut Pamięci Narodowej, w tym na moją osobę, oraz zapowiedziami
zmiany ustawy i okrojenia budżetu, postanowiłem dla dobra Instytutu zrezygnować
z pracy w IPN.
Uważam bowiem, że IPN jest jednym z najważniejszych instytucjonalnych osiągnięć
wolnej Polski i należy go bronić – również przed naciskami i groźbami
polityków.
W ostatnim czasie jedna z najważniejszych osób w państwie – Marszałek Senatu RP
– osobiście wywierała naciski i protestowała przeciwko zaproszeniu przez IPN na
szkolne zajęcia edukacyjne i otwarcie wystawy o Wolnych Związkach Zawodowych
Wybrzeża Joanny i Andrzeja Gwiazdów. Tego typu praktyki są groźne dla
prowadzenia rzetelnych działań edukacyjnych i wolności badań naukowych.
dr Sławomir Cenckiewicz
Rozmowa ze Sławomirem
Cenckiewiczem po jego rezygnacji z pracy w Instytucie Pamięci Narodowej
17-09-2008
Dlaczego zrezygnował pan z pracy w IPN?
Sławomir Cenckiewicz: Ze względu na
brutalne ataki i naciski na IPN ze strony polityków. W swoim oświadczeniu
wspomniałem o telefonie marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. W poniedziałek
dzwonił on do dyrektora gdańskiego oddziału IPN i czynił mu zarzuty w związku z
tym, że do jego szkoły (choć nie jest to prywatna szkoła pana marszałka),
Zespołu Szkół Plastycznych, zaproszono małżeństwo Gwiazdów i Krzysztofa
Wyszkowskiego. To tylko jedna z lekcji realizowanych w ramach programu
edukacyjnego IPN. Zresztą tydzień wcześniej w tej samej szkole był pan
marszałek. Nie była to pierwsza interwencja w tej sprawie, w zeszłym tygodniu
do IPN dzwoniła przedstawicielka biura pana marszałka Małgorzata Gładysz, która
w obcesowy sposób atakowała kierowniczkę pionu edukacyjnego panią Justynę
Skowronek. Mówiła o "oszołomach" – chodziło o Gwiazdów.
Borusewicz twierdzi, że nie naciskał na
pańskie odwołanie.
Moje nazwisko pojawiło się w obu
interwencjach. Dla mnie sam fakt, że jedna z najważniejszych osób w państwie
wykonuje takie telefony do niezależnej instytucji, jest oburzający i może być
traktowany jako forma nacisku i presji. Borusewicz mówił, że nie życzy sobie,
by takie osoby były zapraszane do szkół. Dziś mówi, że to karygodne. A trzeba
pamiętać, że mamy do czynienia z postaciami historycznymi. W innych państwach
uznano by to za próbę ograniczenia wolności nauczania i badań naukowych.
Z naszych informacji wynika, że nie
tylko Borusewicz miał być zainteresowany dymisją.
Docierały do mnie sygnały, że padają
groźby pod adresem IPN. Od dłuższego czasu mówiono, iż zarówno władze miejskie
w Gdańsku, jak i kuratorium oświaty nie są zachwycone prowadzonymi przez IPN
działaniami edukacyjnymi. Były też naciski polityczne
Jakie konkretnie?
Słyszałem, że były groźby obcięcia
pieniędzy na działalność IPN w sumie o 30–40 milionów złotych.
Kto je formułował?
Bez narażania się na proces mogę tylko
powiedzieć o tym, co jest jawne. 9 września poseł PO Arkadiusz Rybicki w
wywiadzie dla gdańskiej TVP mówił wprost, że Platforma żałuje, iż głosowała na
Janusza Kurtykę i że to on jej głosami został wybrany na szefa IPN. Wymieniał w
tym wywiadzie również moje nazwisko. Rybicki zdradził, że w całej sprawie nie
chodzi o moją skromną osobę, ale prawdziwym celem jest Janusz Kurtyka.
Co obcięcie 30 milionów złotych oznacza
dla IPN?
Skoro sięga się po taki straszak, to oznacza,
że może to stanowić problem dla IPN.
Czy pana dymisja jest związana również
z książką o Lechu Wałęsie?
Z rozmowy telefonicznej z panią Gładysz
wynikała jasna sugestia, że od czasu wydania książki Cenckiewicza i Gontarczyka
należy się przyjrzeć działalności IPN, zwłaszcza w kontekście dyskusji o
budżecie.
Jak wyglądały rozmowy z Januszem
Kurtyką?
Sprawa ciągnęła się od tygodnia. Szef IPN
proponował mi pozostanie w Instytucie, ale na stanowisku np. kierownika
referatu badań naukowych, dokumentacji i zbiorów bibliotecznych. Miałem się
zamienić na stanowiska z Igorem Hałagidą.
Dlaczego pan odmówił?
Bo jak powtarzam, tutaj gra nie idzie o
mnie, ale o cały IPN. Moim zdaniem myślenie, że trzeba poświęcić mnie, aby
ratować Instytut, to ślepa uliczka. W gruncie rzeczy chodzi o głowę prezesa IPN
i przyszłość tej niezmiernie ważnej i potrzebnej instytucji.
Parę osób, które uważa pan za
przyjaciół, prywatnie mówi, że odchodząc, popełnił pan błąd.
Dziwię się, że moi przyjaciele tak
uważają. Wychodzą pewnie z założenia, że należy poświęcić coś, by ratować
całość. Ja w tym przypadku miałem poważne wątpliwości i chcąc oszczędzić
Instytutowi kolejnych kłopotów – w momencie dyskusji budżetowych – wolałem
odejść.
Czy politycy mieli podstawy się
obawiać, że pańskie pozostanie w IPN jest dla nich potencjalnie niebezpieczne?
Trudno to ocenić. W gdańskim oddziale
stworzyłem zespół zajmujący się latami 70. i 80. w wymiarze edukacyjnym i
naukowym.
W Polsce często historia przeplata się
z bieżącym życiem.
Zespół naukowy zajmował się przede
wszystkim opracowaniem struktury bezpieczniackiej na tym terenie. W sferze
edukacyjnej planowaliśmy m.in. wystawy o Federacji Młodzieży Walczącej. Szkoda
tego wszystkiego.
Nad czym pracował pan ostatnio?
Dotarłem do bardzo ciekawych dokumentów
dotyczących dekady lat 70., działalności opozycyjnej i genezy Sierpnia ‘80, a
także przełomu w roku 1989. Badałem też kwestię niszczenia dokumentów SB i PZPR
w latach 1989 – 1990 w Trójmieście, które odbywało się za przyzwoleniem elit
okrągłostołowych. Napiszę o tym książkę. Co będzie pan teraz robił?
Kończę książkę o Annie Walentynowicz.
Zamierzam skończyć habilitację o Polonii amerykańskiej, opublikuję pracę
poświęconą mojej ulubionej postaci.
Wałęsie?
Nie. Chodzi o pułkownika Ignacego
Matuszewskiego, międzywojennego szefa wywiadu, który w 1939 r. uratował polskie
złoto. Spoczywa zapomniany na cmentarzu w Nowym Jorku. Wszyscy mówią dziś o
polityce historycznej, a mogiły wielkich Polaków wołają o pamięć!
Rezygnacja Justyny
Skowronek i Igora Hałagidy
17-09-2008
Współautor książki „SB a Lech Wałęsa”
wydał oświadczenie, w którym twierdzi, że odszedł ze względu na naciski na
niego i IPN. Według Cenckiewicza osobą, która je wywierała, jest Bogdan
Borusewicz. Marszałek Senatu twierdzi, że nigdy nie wywierał presji na IPN i
nie domagał się zwolnienia Cenckiewicza. Dodaje, że nie groził też odebraniem
pieniędzy Instytutowi.
Uważa jednak, że przy okazji organizowania
lekcji historii o wolnych Związkach Zawodowych, które nadzorował Cenckiewicz,
doszło do skandalu. – Zostałem zaproszony przez IPN do mojej szkoły, liceum
plastycznego, z którym jestem emocjonalnie związany, na spotkanie z młodzieżą i
nie poinformowano mnie, że to jest jakiś cykl. Że moje spotkanie zostanie
przykryte przez następne, bo za kilka dni w tej samej szkole lekcję historii
poprowadzą Gwiazdowie i Anna Walentynowicz – mówi Borusewicz. – Jeżeli zaprasza
się marszałka Senatu, to chyba się go informuje, że będzie uczestniczył w
jednym z cyklu spotkań i kto jeszcze będzie występował.
Przyznaje jednak, że w poniedziałek
dzwonił do szefa gdańskiego IPN i powiedział, co sądzi o tej sprawie i o
Sławomirze Cenckiewiczu. – Pan Cenckiewicz nie jest bezstronnym historykiem i
wielokrotnie się o tym przekonałem – zaznacza Borusewicz.
Politycy Platformy zaprzeczali wczoraj
informacjom, że mieli naciskać na IPN w sprawie dymisji historyka. – To czysta
konfabulacja osób, które wszędzie chcą widzieć czarną rękę Platformy –
powiedział wiceszef Klubu PO Grzegorz Dolniak. Wiceszef PO Waldy Dzikowski
również zapewniał, że nie było żadnych nacisków jego partii ani rządu w tej
sprawie.
Dzikowski przypomniał, że PO już rok temu
zapowiadała oszczędne przygotowanie budżetu. – Zapowiadane cięcia dotkną
wszystkich instytucji, w tym także IPN – dodał. Podkreślił, że plany
oszczędności w IPN nie mają nic wspólnego z działalnością zdymisjonowanego
historyka. Z naszych informacji wynika jednak, że prezes IPN Janusz Kurtyka
miał dostać ultimatum: albo zwolnienie Cenckiewicza, albo obcięcie budżetu aż o
30 mln zł.
W związku z odejściem historyka
wypowiedzenia złożyło dwoje pracowników gdańskiego oddziału IPN: kierownik
referatu wystaw, wydawnictw i edukacji Justyna Skowronek i kierownik referatu
badań naukowych, dokumentacji i zbiorów bibliotecznych Igor Hałagida.
Ostatniemu, według nieoficjalnych informacji, proponowano objęcie funkcji po
Cenckiewiczu. Ale jej nie przyjął.
23 czerwca - ukazuje się
książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa”
24 czerwca - Lech Wałęsa
zapowiada proces przeciw autorom publikacji
4 września – marszałek
Senatu Bogdan Borusewicz spotka się z młodzieżą Zespołu Szkół Plastycznych,
której jest absolwentem
8 września – z tą samą
młodzieżą spotykają się Joanna i Andrzej Gwiazdowie oraz Krzysztof Wyszkowski.
Spotkanie prowadzi Sławomir Cenckiewicza
9 września – na łamach
Gazety ukazuje się relacja z lekcji prowadzonej przez Cenckiewicza
10 września – pracownica
biura marszałka senatu Małgorzata Gładysz dzwoni do Justyny Skowronek z
gdańskiego IPN
11 września – Sławomir
Cenckiewicz podaje się do dymisji
11 września - Lech Wałęsa
zapowiada, że rezygnuje z procesu przeciwCenckiewiczowi i Gontarczykowi
15 września – Bogdan Borusewicz
dzwoni do szefa oddziału gdańskiego IPN Mirosława Golona
15 września godz. 17 –
Prezes IPN namawia Sławomira Cenckiewicza do pozostania w IPN na innym
stanowisku. Cenckiewicz odmawia i rezygnuje z pracy w IPN. „Rz” informuje o tym
na swoich stronach internetowych
16 września – Bogdan
Borusewicz odrzuca w wywiadzie dla „Rz” zarzuty jakoby naciskał na IPN
17 września –
Oświadczenie Mateusza Szpytmy zastępcy dyrektora sekretariatu prezesa IPN.
Instytut „dementuje pogłoski, jakoby przedstawiciele kierownictwa Platformy
Obywatelskiej bądź Rządu wywierali naciski na władze IPN w celu zwolnienia z
pracy dr. Sławomira Cenckiewicza, łącząc tę kwestię z groźbą uszczuplenia
budżetu IPN” Bogdan Borusewicz nie jest ani członkiem PO ani rządu.
18 września – Jarosław
Gowin z PO broni na łamach „Rz Janusza Kurtyki, Sławomira Cenckiewicza i IPN
20 września – Janusz
Kurtyka w wywiadzie dla „Rz” potwierdza naciski Borusewicza oraz pracownicy
jego biura na IPN